wtorek, 10 marca 2015

Our dreams

Każdy ma marzenia. Marzenie to coś, na co czekamy. Nie ważne jak długo, ważne, jak bardzo nam na tym zależy. One nie spełniają się ot tak, a najbardziej magiczne jest to, że trzeba na nie wyczekiwać z nadzieją. To ona sprawia, że chce nam się żyć. 


Nigdy nie wolno nam zacząć wątpić w spełnienie marzeń. Prawda jest taka, że im mocniej w nie wierzymy, tym większą mamy szansę na ich spełnienie. Jeśli się nie spełniają- morze potrzebna ci jest wiara? Wiara w marzenia, w życie i w siebie. Bo to właśnie od Ciebie zależy, czy je spełnisz. Jeśli będziesz siedział z tyłkiem na kanapie to, niestety, nic się nie wydarzy. Musisz się starać, działać, walczyć do końca, nie poddawać się, bo nagrodę otrzymują najwytrwalsi.


Zwrot marzenia się nie spełniają jest według mnie bezużyteczny. Nie możemy wierzyć i dostosowywać się do otaczającego nas świata zewnętrznego, bo on w nas wątpi. A my nie możemy sobie na to pozwolić.

Odwołam się teraz do swoich przykładów. Nie będę się ukrywać z faktem, że jestem Directioner. Stosunkowo od niedawna, jakieś 1,5 roku. Kiedy spełniałam swoje marzenia to był nawet nie cały rok, odkąd pokochałam piątkę chłopaków. Swoją drogą, nie ogarniam, czemu ludzie od razu się ode mnie odsuwają, kiedy się o tym dowiedzą, idol jak idol. Dobrze, więc jechałam sobie autobusem, kiedy usłyszałam o konkursie w radiu. Można było wygrać bilety. Akurat wysiadałam, więc dobiegłam do domu i próbowałam się dodzwonić, tak jak reszta fanek z całej Polski. Oczywiście, nie udało mi się to, ale nie było mi jakoś super przykro, bo zawsze walczyłam o wszystko do końca, a porażki były najczęstszą zapłatą. Miałam jednak szczęścia, gdyż przeglądając sobie Twittera, jedną ręką wciąż próbowałam się dodzwonić. Biedaczka na antenie chyba straciła zasięg czy coś, ale się rozłączyła. Byłam jedną z niewielu (nie wiem, czy jedyną), która cały czas próbowała, więc automatycznie weszłam na antenę. Można? Można.

Biletów nie wygrałam, ponieważ mimo przejścia do następnego etapu, nie radziłam sobie z zasięgiem i następnego dnia nie mogli się do mnie dodzwonić. Wtedy stało się coś, czego doświadczyłam pierwszy raz w życiu i nie chcę, aby kiedykolwiek to się powtórzyło- straciłam nadzieję. Nie widziałam sensu dalszej walki, było mi mega przykro, że doszłam tak daleko i nic. Na szczęście ostatecznie na koncert pojechałam, ponieważ moi najbliższi wiedzieli, co przeżywam i zrzucili się na wyjazd. Cudowne uczucie, takie spełnione marzenie.
W lutym zaś (dokładnie 13 w piątek) zawitał do naszego kraju Ed Sheeran. To był dla mnie ogromny szok, ale rodzice nie brali mnie już na serio. Do teraz nie wiem, jak ich przekonałam, ale po prostu wierzyłam do końca. Bilety zdobyłam przypadkiem (trwała o nie zażarta walka), a następnie, daej wierząc w marzenia, udało mi się odkupić jeden dla mojej najlepszej przyjaciółki. I tak oto spełniło się moje kolejne marzenie.

Kolejnymi z nich były follow, które udało mi się dostać od Jai'a i Jamesa z Janoskians. Zawsze spamowałam z nadzieją, co nie kończyło się sukcesem. Dalej jednak wierząc, napisałam w 2 różnych terminach (to nie był jeden dzień) JEDNEGO tweeta do każdego z nich. Nie wiem, jak zauważyli. Ok, może i miałam mnóstwo szczęścia, ale ja po prostu wierzyłam. Wierzyłam w marzenia.

Staram się teraz dostać na koncert do Wiednia, który jest 10 czerwca. Zrobiłam ogromny postęp w tym kierunku, bo choć nikt we mnie nie wierzył- prócz mnie samej- wzięłam się do roboty. Przeszkód jest więcej, niż zazwyczaj, ale mam nadzieję, że się uda. Dopiero teraz widzę, jak już odniosłam taki sukces, że to nie jest skazane na niepowodzenie. Trzeba walczyć o marzenia, bo nie wiadomo nigdy, co przyniesie los!

A Tobie? Udało się spełnić swoje marzenia? Jeśli nie, juzż dziś zacznij zamieniać je w rzeczywistość, nie słuchaj innych i choćby nie wiadomo, ile przeszkód było, walcz do samego końca, bo warto!


/N.I.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz