sobota, 21 marca 2015

It's spring...

Już wiosna, a niedawno jeszcze wszystko leżało przykryte śniegiem. Dzisiaj rozpoczynamy nowy sezon w tym roku! Czyli, ogólnie rzecz biorąc: ptaszki ćwierkają, słoneczko świeci, uczniowie nie mogą wysiedzieć w ławkach... No cóż, nie wszystko jest takie piękne, kiedy siedzisz w klasie i patrzysz przez okno marząc, aby położyć się na trawie zamiast słuchać nudnego wykładu. Life's 
brutal. 



Uwielbiam wiosnę, bo razem z przyrodą, która budzi się do życia, budzę się również ja. Mam mnóstwo nowych pomysłów, energii, zapału, a przede wszystkim- wakacje coraz bliżej. Cudownie jest wyjść na zewnątrz bez konieczności ubierania kurtki, czując delikatny powiew wiatru i rozkoszować się chwilą.


Razem z wiosną przychodzą optymistyczne myśli, więc pora spiąć się do nauki jeszcze przez te 3 miesiące! Miłego pierwszego wiosennego popołudnia!



/N.I.


wtorek, 17 marca 2015

St. Patrick's Day


Wiem, że już trochę późno, ale nie znalazłam wolnej chwili, a nie mogłam odpuścić sobie tego posta! Dzisiaj w Irlandii obchodzone jest Dzień Świętego Patryka (St. Patrick's Day) i wypadałoby coś o tym napisać.

Jak pewnie większość osób wie, jest to bardzo ważne święto narodowe i religijne, a jednocześnie ku czci patrona, bo św. Patryk jest właśnie patronem Irlandii. Skąd to się wzięło?

Sam św. Patryk nie był Irlandczykiem, urodził się prawdopodobnie w Walii lub Szkocji po koniec IV wieku. Był wychowywany w tradycji chrześcijańskiej. Kiedy miał 16 lat został porwany przez jednego z celtyckich wodzów, który przywiózł go do Irlandii jako pasterza.
Legenda podaje, że po 6 latach święty Patryk wydostał się z niewoli i postanowił zostać księdzem. Miał jednak proroczy sen, który wezwał go do nawrócenia Irlandii. Powrócił więc do krainy Celtów jako głosiciel wiary chrześcijańskiej. Wcześniej został wyświęcony na biskupa.
Jedna z legend związanych z postacią świętego Patryka opowiada o 40 dniach, które duchowny spędził, modląc się na Croagh Patrick (Góra świętego Patryka). W tym czasie spłynęła na niego nadprzyrodzona moc, dzięki której oczyścił wyspę z plagi gadów i płazów. Uznaje się to wydarzenie za cud, ponieważ faktycznie, do tej pory na wyspie nie ma żadnych węży. Dlatego na obrazach jest często przedstawiany jako mnich, przydeptujący stopą węża.

Nie bez powodu ustanowiono dzisiejszą datę na ten ważny dla Irlandii dzień. Przyznam, trochę dziwne wydało mi się obchodzenie tak radosnego święta w dzień czyjejś śmierci. O samym św. Patryku informacji nie ma wiele, a jedyną pewną datą z nim związaną, jaką udało się ustalić, jest 17 marca.

To właśnie z jego powodu trójlistna koniczyna jest dzisiaj symbolem Irlandii. Zgodnie z legendą o świętym Patryku służyła mu ona jako pomoc dydaktyczna przy tłumaczeniu pierwszym irlandzkim chrześcijanom pojęcia Trójcy Świętej- spojrzał pod nogi, zobaczył koniczynę i na jej przykładzie wytłumaczył, że tak jak jedna roślina ma trzy liście, tak jest jeden Bóg w trzech osobach.

Dzień Świętego Patryka jest obchodzony na różne sposoby. Przede wszystkim jest to dzień wolny. Wszystko zaczyna się tradycyjną mszą za Irlandię, a potem następuje bardziej rozrywkowa część dnia- muzyka, koncerty, festiwale, pokazy tańców irlandzkich,przebieranki, a to wszystko w zielonych kolorach. W pubach tego dnia litrami serwowane jest zielone piwo. Tego dnia pije się także whisky – ten zwyczaj związany jest ze świętym Patrykiem, który, według pewnej legendy, nastraszył właścicielkę karczmy, która go oszukiwała, że jeśli nie będzie nalewała pełnej szklanki tego trunku, jej karczmę nawiedzą potwory. Od tego momentu kobieta dopełniała szklankę, a 17 marca pije się szklankę whisky nazywaną „dzbanem Patryka”. Popularne staje się farbowanie rzek i charakterystycznych obiektów w wielu– zielone były już np.: wodospad Niagara, Empire State Building, Krzywa Wieża w Pizie czy Opera w Sydney. Jak widać, wiele zachodu o jeden dzień, który tak porusza świat.

Dziś nie tylko Irlandczycy, święto przyjęło się na całym świecie. Nie dziwi mnie to jakoś specjalnie, jest to spowodowane podobieństwem kultur, dużą populacją Irlandczyków w innych krajach i zwyczajem zapożyczania sobie niektórych świąt. A z resztą, kto by nie chciał obchodził tak radosnego dnia?






/N.I.

niedziela, 15 marca 2015

Goals

Poprzedni post był o marzeniach. Czym są więc cele?

Cele wyznaczamy sobie my sami, to coś, czego od siebie oczekujemy. Są często bardziej przyziemne od marzeń i nie wyczekujemy na nie z taką niecierpliwością. Można je określić mianem wyzwań, chociaż to już coś trochę innego. Cele mogą dzielić się na zwykłe albo ważniejsze, tzw life goals. 

Każdy człowiek powinien mieć listę celów. Ja także stworzyłam swoją, którą będę się starała wykonywać podczas prowadzenia bloga. Te zrobione będę wykreślać.


Cele:

- nauczyć się grać Little Things na gitarze

- ogarnąć moje wszystkie blogi (hahaha)


- ukończyć ten rok z wysoką średnią


- spełnić czyjeś marzenie

- ukończyć swój room goal

- nauczyć się nowego przepisu na
ciasto/smakołyk

- stworzyć bez żadnych gotowych szablonów układ html do bloga

- poukładać piosenki albumami w moim telefonie

- napisać bloga, który będzie miał przynajmniej 10 000 wyświetleń

- nauczyć mojego psa uciszać się na komendę

- zdobyć w końcu Take Me Home Deluxe

- sprawić, że jakaś osoba wstąpi do fandomu, w którym jestem

- nauczyć najmłodszą siostrę znaczenia piosenki Kiss You

- sprawić, że dzięki mnie na kogoś twarzy pojawi się uśmiech


Przy okazji podzielę się z Wami tymi dłuższymi, które pewnie wszystkie nigdy się nie spełnią.


Life Goals: 

- koncert 1D w Londynie 

- koncert Eda w Polsce

- koncert ROOM 94 w Poznaniu

- koncert Janoskians w Polsce

- koncert 1D w Wiedniu

- koncert 5SOS

- spotkać chociaż jednego idola

- wyjechać do Londynu na studia

- follow od idola


- wymarzony follow od Liama

- zdać ze skutkiem pozytywnym FCE


Listy mogą się wydłużać z czasem :).


A wy? Macie swoje goals i life goals??


wtorek, 10 marca 2015

Our dreams

Każdy ma marzenia. Marzenie to coś, na co czekamy. Nie ważne jak długo, ważne, jak bardzo nam na tym zależy. One nie spełniają się ot tak, a najbardziej magiczne jest to, że trzeba na nie wyczekiwać z nadzieją. To ona sprawia, że chce nam się żyć. 


Nigdy nie wolno nam zacząć wątpić w spełnienie marzeń. Prawda jest taka, że im mocniej w nie wierzymy, tym większą mamy szansę na ich spełnienie. Jeśli się nie spełniają- morze potrzebna ci jest wiara? Wiara w marzenia, w życie i w siebie. Bo to właśnie od Ciebie zależy, czy je spełnisz. Jeśli będziesz siedział z tyłkiem na kanapie to, niestety, nic się nie wydarzy. Musisz się starać, działać, walczyć do końca, nie poddawać się, bo nagrodę otrzymują najwytrwalsi.


Zwrot marzenia się nie spełniają jest według mnie bezużyteczny. Nie możemy wierzyć i dostosowywać się do otaczającego nas świata zewnętrznego, bo on w nas wątpi. A my nie możemy sobie na to pozwolić.

Odwołam się teraz do swoich przykładów. Nie będę się ukrywać z faktem, że jestem Directioner. Stosunkowo od niedawna, jakieś 1,5 roku. Kiedy spełniałam swoje marzenia to był nawet nie cały rok, odkąd pokochałam piątkę chłopaków. Swoją drogą, nie ogarniam, czemu ludzie od razu się ode mnie odsuwają, kiedy się o tym dowiedzą, idol jak idol. Dobrze, więc jechałam sobie autobusem, kiedy usłyszałam o konkursie w radiu. Można było wygrać bilety. Akurat wysiadałam, więc dobiegłam do domu i próbowałam się dodzwonić, tak jak reszta fanek z całej Polski. Oczywiście, nie udało mi się to, ale nie było mi jakoś super przykro, bo zawsze walczyłam o wszystko do końca, a porażki były najczęstszą zapłatą. Miałam jednak szczęścia, gdyż przeglądając sobie Twittera, jedną ręką wciąż próbowałam się dodzwonić. Biedaczka na antenie chyba straciła zasięg czy coś, ale się rozłączyła. Byłam jedną z niewielu (nie wiem, czy jedyną), która cały czas próbowała, więc automatycznie weszłam na antenę. Można? Można.

Biletów nie wygrałam, ponieważ mimo przejścia do następnego etapu, nie radziłam sobie z zasięgiem i następnego dnia nie mogli się do mnie dodzwonić. Wtedy stało się coś, czego doświadczyłam pierwszy raz w życiu i nie chcę, aby kiedykolwiek to się powtórzyło- straciłam nadzieję. Nie widziałam sensu dalszej walki, było mi mega przykro, że doszłam tak daleko i nic. Na szczęście ostatecznie na koncert pojechałam, ponieważ moi najbliższi wiedzieli, co przeżywam i zrzucili się na wyjazd. Cudowne uczucie, takie spełnione marzenie.
W lutym zaś (dokładnie 13 w piątek) zawitał do naszego kraju Ed Sheeran. To był dla mnie ogromny szok, ale rodzice nie brali mnie już na serio. Do teraz nie wiem, jak ich przekonałam, ale po prostu wierzyłam do końca. Bilety zdobyłam przypadkiem (trwała o nie zażarta walka), a następnie, daej wierząc w marzenia, udało mi się odkupić jeden dla mojej najlepszej przyjaciółki. I tak oto spełniło się moje kolejne marzenie.

Kolejnymi z nich były follow, które udało mi się dostać od Jai'a i Jamesa z Janoskians. Zawsze spamowałam z nadzieją, co nie kończyło się sukcesem. Dalej jednak wierząc, napisałam w 2 różnych terminach (to nie był jeden dzień) JEDNEGO tweeta do każdego z nich. Nie wiem, jak zauważyli. Ok, może i miałam mnóstwo szczęścia, ale ja po prostu wierzyłam. Wierzyłam w marzenia.

Staram się teraz dostać na koncert do Wiednia, który jest 10 czerwca. Zrobiłam ogromny postęp w tym kierunku, bo choć nikt we mnie nie wierzył- prócz mnie samej- wzięłam się do roboty. Przeszkód jest więcej, niż zazwyczaj, ale mam nadzieję, że się uda. Dopiero teraz widzę, jak już odniosłam taki sukces, że to nie jest skazane na niepowodzenie. Trzeba walczyć o marzenia, bo nie wiadomo nigdy, co przyniesie los!

A Tobie? Udało się spełnić swoje marzenia? Jeśli nie, juzż dziś zacznij zamieniać je w rzeczywistość, nie słuchaj innych i choćby nie wiadomo, ile przeszkód było, walcz do samego końca, bo warto!


/N.I.



czwartek, 5 marca 2015

Przywitanko

Witam bardzo, bardzo serdecznie!

Oto blog odzwierciedlający dokładnie mnie- wszystkie moje przeżycia, doświadczenia, emocje i myśli. Słowem- życie opisywane przez moją niemądrą główką.

Może trochę o mnie na wstęp...

Nieważne, jak mam na imię czy ile mam lat- ludzie zbyt często nas po tym osądzają. Wiek to tylko liczba, liczy się wnętrze. Cóż... Jestem dość szalona, i porywcza. Zazwyczaj nie martwię się konsekwencjami, które mogą wyniknąć z moich działań. W życiu mam jasno postawiony główny cel- spełnianie marzeń i stawiam go ponad wszystko. Jestem dość wrażliwa, choć nigdy tego nie okazuję, ponieważ lubię, gdy na zewnątrz wszyscy myślą, że jestem twarda i silna, nie mam pojęcia czemu. Wykazuję się dość dziwnymi pasjami... Uwielbiam blogować. Do tego stopnia, że ciągle zakładam nowe blogi, które nudzą mi się za jakiś czas (wiecie, coś wydaje się być fajne w jednej chwili, w drugiej już nie jest) i mam nadzieję, że z tym będzie inaczej. Kiedy nie spełniam marzeń, lubię wyznaczać swoje cele, i tak myślę, że o tym zrobię pierwszą notkę. Mam nadzieję, że wraz z tym blogiem pospełniam je wszystkie. Do tego jestem wielką fangirl, uwielbiam tweetować godzinami, duuużo jeść, spać, wyżywać się na ludziach, których nie lubię (takie odreagowywanie) i czytać. Czytam naprawdę wszystko- od książek przygodowych do fantasy, oczywiście nie brakuje też fanfictions.

Nie zdecydowałam jeszcze, jak często będę dodawać posty. Myślę, że może tak co tydzień, powolutku. Mam nadzieję, że ta notka jest w miarę krótka (jak się rozpiszę to czasami naprawdę trudno skracać) i że nie zanudziłam na śmierć.

Miło by było, gdyby ktoś kiedyś tutaj wpadł i pozostawił opinię etc, wiecie, aby mnie trochę wesprzeć :)

/N.I.